Kapitularz Diuną – powieść o przemianach uniwersum

“Kapitularz Diuną” – można powiedzieć, że tą książką Frank Herbert się pożegnał. Jest to ostatnia, napisana przez niego, część cyklu o rodzie Atrydów i planecie Arrakis. Warto jednak zwrócić uwagę, że serię kontynuowali inni twórcy – między innymi syn oryginalnego autora.

“Kapitularz Diuną” – co się dzieje na jego kartach?

Paul Atryda – bohater pierwszej części Diuny – od dawna nie żyje. Ludzkość ma też za sobą kilka tysięcy lat rządów jego syna – Leto II – Boga-Imperatora Ludzkości. Oczywiście na łamach poprzednich powieści wiele się zmieniło w galaktyce. Bene Gesserit dalej zza kulis kieruje losami wielu planet. Z wygnania wróciły jednak także ich konkurentki. Dostojne Matrony to zakon zły do szpiku kości. W poprzednich powieściach dokonały spalenia Diuny.

Planeta zawsze była nieprzyjazna, ale teraz nie zapewnia warunków wystarczających do życia. Z Arrakis ewakuowano ostatniego czerwia. Właśnie jest on przewożony na Kapitularz. To planeta będąca własnością Bene Gesserit. Glob właśnie poddawany jest procesowi odwrotnemu do terraformingu. Mianowicie stopniowo zamienia się go w planetę pustynną.

Tylko w takich warunkach czerwie pustynne mogą żyć i dostarczać ludzkości przyprawę – substancję, która wyzwala w ludziach moce jasnowidzenia. I tutaj właśnie kryje się wyjaśnienie tytułu książki. Na jej kartach Kapitularz z wolna przemienia się w Diunę.

“Kapitularz Diuną” – co po nim?

Zdawało by się, że “Kapitularz Diuną” zakończy epopeję science fiction o gwiezdnym imperium i dzielnych (a czasami strasznych) Atrydach. Nic bardziej mylnego. Ten wszechświat posiada jeszcze bardzo wiele zakamarków, o których Frank Herbert zdążył zaledwie wspomnieć. Fakt ten postanowił wykorzystać jego syn – Brian Herbert. Razem z Kevinem Andersonem zabrał się za pisanie kontynuacji. Tak się składa, że panowie zdołali stworzyć więcej książek o Diunie niż za życia autor oryginału. Nic dziwnego! W końcu tworzą we dwóch.

I tutaj warto wspomnieć, że nie wszyscy fani akceptują te kontynuacje. A przynajmniej nie w pełni. Niektórzy jasno rozgraniczają uniwersum oryginalne i rozszerzone.